wtorek, 31 grudnia 2013

Ciuchy w ciąży. Tydzień 27.


Po świątecznej przerwie wracam do świata żywych. Dziś dwa nowe zdjęcia, potem miałam przerwę, więc kolejne będą z ok. 30 tygodnia i z już dość pokaźnym brzuchem. W pośpiechu przedświątecznym (i z powodu szwankującego aparatu :/) nie zdążyłam zrobić zdjęć w sukience ciążowej, ale nadrobię to w przyszły weekend. Mam też do pokazania nową sukienkę BiuBiu, która jest nieciążowa, a sprawdza się świetnie na mojej obecnej brzuchatej sylwetce i jest niesamowicie wygodna - przebiegałam w niej cały dzień na wyprzedażach świątecznych - o tym za parę dni. :)

Dziś też siądę do recenzji kilku kosmetyków firmy Lush, więc będzie coś dla zainteresowanych mazidłami. 



A jeśli o ciuchy chodzi, to dwa zestawy są ze spodniami ciążowymi, a topy ciągle nieciążowe. Jeden to koronkowy top z Next, drugi t-shirt Heisenberg nawiązujący do serialu, który totalnie mną zawładnął w ostatnich tygodniach (pisząc to wypatruję listonosza z paczką - zamówiłam dwa dni temu sezon finałowy). Mowa o "Breaking Bad". Pod topami mam podkoszulki termiczne. 

Zestaw po lewej był do pracy, a zestaw z Heisenbergiem i czerwoną szminką na sobotę - wypad do kosmetyczki, na lunch i kawę i zakupy. Jestem wielką fanką czerwonych ust wyjętych z kontekstu wieczorowego - uważam, że do rurek i t-shirtu wygląda ona równie dobrze. :) Na ustach mam kultową dla mnie (i wielu innych pań) szminkę MAC Russian Red.

--
Pozdrawiam i do następnego razu! :)

Karolina



piątek, 20 grudnia 2013

Awans społeczny



Wielka Brytania to nadal kraj dość silnych podziałów klasowych, a widzę to najlepiej w mojej pracy, gdzie mam do czynienia z farmerami, klasą średnią, ale także lordami, którzy maja średniowieczne zamki, a meble ubezpieczone na miliony funtów. Awans społeczny może dokonać się w czasie pokolenia, czy dwóch, choć raczej z working class do middle class (czyli z robotniczej do średniej), bo do upper (klasy wyższej) już ciężej się dostać - oni, jak się tu mówi, rzadko się mieszają z innymi. ;) 

zrodlo: http://www.mirror.co.uk/news/uk-news/no-thing-british-class-system-1811962


Ja odkryłam w czwartek na Zumbie, że dokonałam nieświadomie awansu społecznego innego rodzaju. Awansowałamw hierarchii lokalnych kobiet. Serio. 

W ubiegłym tygodniu moja ciąża stała się zauważalna dla osób, które nie były świadome mojego odmiennego stanu. Tym bardziej zauważalna na Zumbie, gdzie noszę dość obcisły top. I nagle okazało się, że jestem godna rozmowy! 95% pan, które od roku widzą się ze mną raz na tydzień i zawsze ograniczały się do zdawkowego hello, a czasem nawet i na to nie było je stać, nagle znalazło ze mną temat do licznych, choć monotematycznych rozmów. 

Naprawdę nie sądziłam, że ciąża może mnie awansować w lokalnym mini systemie społecznym. :P 

--
Pozdrawiam i do następnego razu! :)

Karolina


środa, 18 grudnia 2013

Ciuchy w ciąży. Tydzień 26.


Jeden zestaw, to mój codzienny, służbowo - domowy, popularny w tygodniu pracującym. ;) Drugi weekendowy, czy tez imprezowy (na zdjęciu jeszcze nie miałam zrobionych włosów na wyjście, a śpieszyłam się ze zdjęciem, bo światło uciekało). Nadal poza spodniami nie mam tu ciuchów typowo ciążowych. Oł jes. To jedziemy. :)


Weekendowo - imprezowo mogę sobie pozwolić na sukienkę batmanówę. ;) Kupiłam ją na ebay za kolosalne pieniądze (8 funtów, he, he!), do tego zwykle leginsy (zwane przez niektórych ledżinsami - true story!)  i kowbojki z Red or Dead. Jak ktoś ma odwagę i nogi, to może nosić do rajstop; ja noszę ją jako tunik do kryjących getrów i szczęśliwie się składa, że naciąga się na brzuchu i biuście i mogę w niej śmigać w ciąży. :) Na ustach nieśmiertelny mat Russian Red z MAC'a i można iść do ludzi. ;) 


Rurki z Next, dla ciężarówek (ciekawi jakie? zapraszam tutaj), kolejny top z Biubiu (natomiast o tej firmie pisałam niedawno tutaj) - tym razem Haarlem Cherry (99 złotych), który nosi mi się fantastycznie. Weźcie proszę pod uwagę, że pod spodem mam top termiczny - Haarlem oryginalnie nie ma tego czarnego pod spodem, a kopertowy dekolt, który można sobie regulować w zależności, jak ułożymy górę na biuście. 

W tym tygodniu mam Xmas party z moją ekipą biurową. W ruch pójdzie pierwsza i jedyna jak dotąd sukienka ciążowa, więc zaglądajcie tu proszę! :)

--
Pozdrawiam i do następnego razu! :)

Karolina

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Ćwiczenia w ciąży. Z obciążeniem/ciężarkami/hantlami.

Kilka miesięcy temu zdjęcie Lea-Ann Ellinson - 35 letniej mieszkanki Los Angeles, podnoszącej sztangę w zaawansowanej ciąży wzbudziło burzę w mediach. Osobiście daleka jestem od krytykowania kobiety, której kondycji i zdrowia nie znam, a wierzę, że jest pod opieką lekarzy czy położnych, którzy na te ćwiczenia wyrazili zgodę. Zresztą ona sama od lat uprawia dyscyplinę Cross - Fit, która jest dość katorżnicza i łączy w sobie różne elementy np. bieganie, pływanie, rower, podnoszenie ciężarów, skakankę, wspinanie się itd. - wszystko szybko i z maksymalnym wysiłkiem, do granic swoich fizycznych możliwości. Kto robi to dobrze i regularnie, ten ma niesamowitą kondycję, siłę, wydolność i szybkość.


Laa-Ann Ellinson; Photo credit: Nick Stern/WENN.com

Są to ćwiczenia ogólnorozwojowe, poprawiające kondycję i wygląd całościowo. Podejrzewam, że kobieta ze zdjęcia podnosi o wiele mniej będąc w ciąży, niż przed nią. Urodziła właśnie trzecie, zdrowe dziecko, a ćwiczy od wielu lat. I bardzo dobrze dla niej.  

Ja choć uważam się za osobę sprawną, to w ciąży odłożyłam sztangę. Nie mam na tyle wypracowanej techniki i postawy, poza tym nie czuję się na siłach, ale nie mam zamiaru krytykować kobiet, które są sprawniejsze ode mnie i jak mniemam słuchają swojego ciała, znają swoje możliwości, a także są pod opieką położnych. Ja ograniczyłam się do hantli o niedużym ciężarze i obciążników na kostki. 

Mam zestaw hantli od 0.5 do 3kg i używam ich albo siedząc na ławce do ćwiczeń (ćwiczenia na biceps, triceps - poszukajcie w Google), albo w trakcie jazdy na rowerze stacjonarnym. Obciążniki stosuję na Zumbie, o której w następnym odcinku, a także na rowerze (każdy po 600g). Są to ćwiczenia, które nie wymagają ode mnie nieludzkiego wysiłku, a poprawiają krążenie, spalam nieco kalorii, poprawia się moje samopoczucie. 



Moje ciało w ciąży się zmienia i wiem, że ciąża na pewno zostawi na nim ślad. I o ile nie panikuję z tego powodu, bo to naturalna kolej rzeczy i myślę o tym, że nasz syn będzie taką radością, że inne rzeczy będą dla mnie mniej istotne. Takoż nie myślę o tym, że w ciąży uda mi się poprawić rzeźbę, bo nie o to chodzi. Jeśli mogę sobie nieco pomóc i zachować choć część mojej rutynowej aktywności sprzed ciąży, to dlaczego nie? Położna powtarza mi, że to z dobrym efektem dla mnie i młodego. No i liczę na to, że będzie mi łatwiej wrócić do regularnych treningów po porodzie. 

Tak więc - hantle (czy nawet butelki z wodą, jeśli nie macie sprzętu w domu) w ciąży polecam - oczywiście po konsultacji z położną/lekarzem i upewnieniu się, że ciąża przebiega prawidłowo. Ja używam także rękawic bez palców (firmy Lonsdale), która mają gumowe wykończenie - dzięki temu chwyt jest lepszy, mniejsza szansa, że ciężarki wymskną się z dłoni, a także lepiej chronione są nadgarstki (usztywnione).

--
Pozdrawiam i do następnego razu!

Karolina

sobota, 14 grudnia 2013

Ciuchy w ciąży. Tydzień 25.



Czyli jestę fashionistko. ;) To był poniedziałek rano, po moim niemal tygodniowym urlopie. A w niedzielę do późna oglądałam "Breaking Bad", serial od którego wprost nie mogę się oderwać. Czym to poskutkowało? Nieprzytomnością w poniedziałkowy poranek i założeniem spodni w kratkę do swetra z paskami. 



 O wiele lepiej poszło mi w weekend, bo nawet nie ubrałam rajstop w kwiatki do sukienki w groszki. ;) Sukienka nieciążowa, a jakże, jeszcze dopinam się do paska, ale musiałam go przesunąć nieco wyżej niż przed ciążą. Cena była odlotowa - 12 funtów, a sporo osób myśli, że to dużo droższa sukienka, gdy ją widzi. Na zimniejsze dni mam pod spodem top termiczny z długim rękawem i tym sposobem mogę w niej śmigać większość roku. A jak już pasek będzie za mały (lada moment), to będę nosić bez paska - też się obroni, już sprawdzałam. :D 


Na nogach miałam jedne z moich ulubionych szpilek z River Island, które kupiłam na wyprzedażach w Boxing Day (drugi dzień świąt) w grudniu 2011. Kocham te zamszowe buty, bo są ultra kobiece, mają specyficzne wycięcie, ale niestety przez ten krój bywają dość bolesne do biegania po mieście. Wiec na imprezę, jakieś wyjście typu: wskakujemy do taxi, potem do knajpy, teatru itp, potem znowu myk do taxi i do domu, to owszem. Kosztowały oryginalnie 40 funtów, ale na pewno kupiłam je przecenione.

 

Spodnie w kratę, to ciążowe z Next, o których pisałam Wam tutaj, a sweterek jest z angory i uwielbiam go, bo jest cienki, a grzeje niemożebnie. Kupiłam go w TK Maxx.


--
Pozdrawiam i do następnego razu! :)

Karolina

czwartek, 12 grudnia 2013

Tanie kosmetyki. Makijaż.


Nie jestem fanatyczką kosmetyków kolorowych. Mam w domu podstawowe (w moim mniemaniu, choć nie mogę powiedzieć, że moje to minimalistyczne podejście) kosmetyki do wykonania w miarę neutralnego makijażu, na większe wyjścia z reguły mam bardziej wyrazistą kreskę i czerwoną szminkę. Nie biegam więc po drogeriach jarając się nowymi kolorami cieni, czy innych kosmetyków kolorowych, bo o ile podobają mi się na kimś, to sama nie mam odwagi i umiejętności, aby walnąć sobie mocniejszy makijaż. Z tego powodu też nie jestem na bieżąco i w zasadzie tylko dzięki kilku brytyjskim guru makijażowym sięgam po firmy czy produkty, których nie znam - jeśli pochwalą je na swoich blogach/vlogach, to ja przy okazji zakupów w mieście zaglądam do firmowych szaf i coś kupuję. Sama z siebie, praktycznie nigdy. Kiedyś miałam inne podejście i kończyło się to tonami kosmetyków wyrzucanych, bo się przeterminowały, nieużywanych bo były kiepskie, albo oddawanych znajomym. Pieniądze wyrzucone w błoto.

Tym razem skusiłam się na kosmetyki makijażowe dwóch firm, z którymi nie miałam do czynienia poprzednio - Make Up Academy (MUA) oraz Collection (zwane wcześniej Collection 2000). Dwa z moich wyborów okazały się być bardzo trafne (poparte opiniami wizażystów), jeden, na który skusiłam się przy okazji, bo była promocja okazał się być bublem. Bublem dla mnie - przypominam, że nie ma kosmetyków idealnych, są tylko idealnie dobrane. Obie firmy są w gamie kosmetyków niskobudżetowych, przynajmniej w UK.

Czaiłam się na inną neutralną paletę MUA, która mogłaby konkurować z drogą (moim zdaniem) Naked od Urban Decay, ale niestety wydaje się być wyprzedana. Jak wróci do sprzedaży, to na pewno ją kupię (Undress Me Too). Tymczasem kupiłam

12 Shade Undressed, Make Up Academy
4 funty 

Jest to paletka 12 cieni w tonacjach brązowo - beżowych, ale także z nutami złota i dwoma kolorami szarymi. Na moje oko  jeden ciemniejszy beż i jasny brąz to maty. Jasne kolory nie są szalenie mocno napigmentowane, ciemniejsze dobrze, ale do wykonania codziennego makijażu dla mnie jest to paletka niemal idealna. Do absolutnego ideału brakuje mi powiedzmy jednego jasnego matowego cienia bazowego. Myślę, że spokojnie można nią wykonać wieczorowe smokey. Większość brązów i beżów opalizuje w ciepłym tonach, dobra opcja dla niebieskookich - wydobywa to naturalny kolor tęczówki.

Cienie na moich powiekach (które się nie przetłuszczają), z bazą Inglot trzymają się ok. 8-10 godzin, choć pod koniec dnia nie są już intensywne. Nie zauważyłam zbierania się w załamaniu powiek, czy osypywania.

W opakowaniu jest dwustronny aplikator gąbkowy, który dla mnie jest bezużyteczny - używam swoich pędzli. Aby nie raziło Was, że paleta wynaleziona w UK jest produkowana w Chinach, to producent napisał na spodzie opakowania, że wyprodukowano w tajemniczym PRC, ha, ha! (Chińska Republika Ludowa po angielsku)

Za tę cenę (!!!) naprawdę nie mam na co narzekać - to zacna paleta, ale nie oczekujmy cudów jak z cieniami MAC. 

Jako, że MUA ma duże obniżki cen przed świętami, a ja miałam tusz na wykończeniu, to zamówiłam też dwustronny tusz 


Fashionista Double Collection Mascara, Make Up Academy 
cena regularna 8 funtów, ja zapłaciłam 1.5 funta w promocji

Całe szczęście, że zapłaciłam cenę promocyjną, bo miałabym wnerwa jak stąd do Szetlandów. Skusiłam się na tę maskarę głównie dlatego, że jest podwójna, co oznacza bazę wydłużająco - pogrubiającą rzęsy, a potem kolor. No, a kolor wg producenta to ultra czarny. A maskara nadająca rzęsom objętości i długości.

Maskara ta daje efekt bardzo naturalnych rzęs, na czym mi nie zależy. Mam naturalnie dość długie rzęsy, ale proste jak druty i muszę je podkręcać i mocno tuszować, aby otworzyć optycznie oko. Stąd maskary udające naturalne rzęsy są nie dla mnie. A ta taka właśnie jest. Poza tym nie mogę jej nic zarzucić - dobrze się nakłada, nie skleja rzęs, trzyma się ok. 10 godzin.  Dla mnie bubel, bo nie spełnia obietnic producenta. Nie zauważyłam jakiegoś wydłużenia, a już na pewno nie pogrubienia. Dla kogoś, kto szuka bardzo subtelnego efektu może być OK. Ja jej już nigdy nie kupię.

Za to na pewno będę wracać do korektora


Lasting Perfection Ultimate Wear Concealer, Collection 
cena ok. 4.20 funta 

Produkt zachwalany przez wiele osób, jego cena jest powalająco niska w porównaniu np. do korektora Estee Lauder Double Wear, który dawał podobny efekt, a kosztuje 4 razy więcej. 

Produkowany w 4 odcieniach (ja mam najjaśniejszy, Fair nr 1), w Chinach, a jakże, to jeden z popularniejszych korektorów w UK sądząc po tym, że pojawia się niemal na każdym tutejszym blogu urodowym. 

Ma bardzo dobre krycie, ale ja nie mam bardzo dużych cieni pod oczami. Używam go też na przebarwienia skórne czy zaczerwienienia koło nosa - tu też sprawdza się bez zarzutu. Od korektora pod oczy mogłabym wymagać jeszcze tylko dwóch rzeczy, których ten produkt nie ma - właściwości odbijających światło, a także lżejszej konsystencji. To myślę, jest konsekwencją niskiej ceny - gdzieś trzeba iść na kompromis.

Wydaje mi się, że mój odcień ma dość neutralne tony - nie znoszę korektorów z różowymi tonami, gdyz one nie korygują cieni po oczami, które mają tendencje do bycia fioletowo - niebieskimi. Z takimi lepiej u mnie radzą sobie korektory neutralne, znowu byle nie za żółte - w drugą stronę też niedobrze.  

Producent podaje, że jego trwałość to 16 godzin. Zapomnijcie. Testowałam go w warunkach biurowych (ok. 9 godzin w pomieszczeniu), a także podczas całodniowego wypadu, gdzie przebywałam przez ok. 6 godzin na powietrzu (w tym na plaży - wiało, było wilgotno i zimno). Korektor trzyma się dobrze (ja go utrwalam transparentnym pudrem bambusowym), ale 10 godzin to max. co mu daję, przy czym po tym czasie część z niego gdzieś się ulatnia i efekt nie jest taki, jak po nałożeniu. Mnie to satysfakcjonuje, bo nie oczekuję od makijażu trwałości szesnastogodzinnej. Do codziennego użytku jest świetny; jakbym szła na czerwony dywan i pod flesze aparatów, to pewnie wybrałabym inny produkt. ;)
 
Plusem dla mnie jest aplikator z gąbką - nie trzeba wyciskać produktu na dłoń i używać dodatkowego pędzelka. Ja po nałożeniu go pod oczy wklepuję go palcami.  

Podsumowując - dobry produkt za niewielką cenę, ale cudów też nie można oczekiwać - wydaje mi się, że to nie jest produkt, który pomoże zatuszować gigantyczne cienie pod oczami (jak profesjonalne kamuflaże) i dla niektórych jego konsystencja (dość gęsta jak na korektor pod oczy) może być nie do zaakceptowania. Ja jestem zadowolona. 

Mam nadzieję, że te informacje będą Wam przydatne, gdybyście szukali kosmetyków za względnie niską cenę i dość dobrej jakości. Z tego co wiem, że MUA jest w Polsce, a Collection można kupić na Allegro, ale na pewno znacie kogoś, kto mógłby Wam go kupić na wyspach.

Dajcie proszę znać, czy znacie te produkty, a może planujecie kupić?

--
Pozdrawiam i do następnego razu! :)

Karolina

wtorek, 10 grudnia 2013

Ćwiczenia w ciąży


Zacznę od tego, że ciąża to odmienny stan fizjologiczny, ale nie choroba. Prawidłowo rozwijająca się ciąża nie stanowi żadnego przeciwwskazania do pozostania osobą aktywną fizycznie. Oczywiście trzeba zachować pewne środki ostrożności, skonsultować się z lekarzem prowadzącym lub położną zanim zdecyduje się jaki rodzaj aktywności i w jakim stopniu uprawiać. O wiele gorsze dla kobiety i jej dziecka jest zlegnięcie na kanapie na kolejne miesiące. Umiarkowana aktywność fizyczna sprzyja lepszej odporności, poprawia samopoczucie, zapewnia dobre krążenia krwi, dotlenienie, wspomaga obciążony dodatkowymi kilogramami kręgosłup, wzmacnia mięśnie, przygotowuje ciało do porodu. Czym on nie jest jak potwornym wysiłkiem fizycznym? Pobieglibyście w maratonie kompletnie do niego nieprzygotowani? Wątpię. 


 Przed ciążą byłam aktywna. Regularny ruch sprawiał mi przyjemność, czułam się zrelaksowana psychicznie i fizycznie. Nie wyobrażam sobie życia bez jakiejś formy aktywności, a sama od lat skaczę po różnych jej formach. W ciąży zrezygnowałam z jazdy konnej - to dla mnie nowa dziedzina, jestem niedoświadczonym jeźdźcą, a i dochodzi element, którego nie jestem w stanie kontrolować w 100% - zwierzę. Nie powiem, że nie odstawiłam tego z żalem, bo kontakt z koniem wprowadzał mnie w stan totalnej harmonii ciała i ducha, ale rzecz jasna dla dobra naszego syna konie zostały odłożone na przyszłość. Jeśli będzie chciał, to będziemy jeździć na nich razem.

Odłożyłam też sztangę. Dlatego, że głównie ćwiczyłam z nią martwy ciąg, a tu trzeba mieć doskonałą technikę, opanowanie i praktykę, aby wykonać to ćwiczenie prawidłowo i bez szkody dla ciała, szczególnie takiego z rosnącym dzieckiem w środku.

Co robię? Chodzę regularnie na Zumbę, ćwiczę jogę dla ciężarnych, jeżdżę na rowerze do spinningu, używam hantli, jeśli pogoda mnie nie przeraża, to staram się spacerować na świeżym powietrzu - u mnie tereny są pagórkowate, więc to dość intensywny spacer. Od ubiegłego tygodnia udało mi się wcisnąć basen w nasz grafik. O tym wszystkim opiszę Wam w odcinkach poświęconym kilku ćwiczeniom, które wykonuję. :)

Jak się po tym czuję? Rewelacyjnie. Dla mnie wysiłek fizyczny to forma relaksu. Ciąża tego nie zmieniła. Spotykam się z pytaniami "a Tobie wolno?".  Nie, nie wolno. Kobiecie w ciąży wolno tylko leżeć i czekać na rozwiązanie. Ech.

--
Pozdrawiam i do następnego razu! :)

Karolina